Obserwatorzy

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Z dedykacja, maly rozdzial!

Z dedykacja dla Madzi :)

Perspektywa Harry'ego

W naszym mieszkaniu panowal jak zwykle dzungla, balagan byl ogromny nawet nie dalo sie ruszyc. Nastepna sprzataczka wybiegla z krzykiem, poprzednia sie nawet rozplakala ale to nawet nie o to chodzi. Wszystko zaczelo sie komplikowac i wszystko zaczelo sie dla mnie liczyc. Kazda mala rzecz ktorej do tej pory nie dostrzegalem. Wszystko nabralo nowych kolorow kiedy Emily do mnie wrocila i w jaki sposob. Pragnelem znowu sie z nia zobaczyc, pocalowac, przytulic i znow uprawiac z nia milosc. 
- Odebrala?- poklepal mnie po plecach Liam.
- Nie- powiedzialem pelnym rozpaczy glosem. I wlasnie tu znalazl sie powod dlaczego moje zycie znowu szarzalo i nabieralo zimnych barw. Nic mnie nie cieszylo, zdjecia z fanami i ten sztuczny usmiech. Prubowalem sie do niej dodzwonic od tygodni i nic, z kazdym dniem popadalem w jeszcze wieksza depresje a z kazdym polaczeniem serce mi sie lamalo. A co najgorsza myslalem ze teraz ona zrobila to samo co ja jej kiedys, codziennie blagalem zeby odebrala, zeby mnie nie puscila. A moze to moja winna, moze mysli ze ja ja znowu pozucilem przez te zdjecia z Taylor. 
- Jedz do niej- uslyszalem glos Zayna.
- Co?
- Kochasz ja to do cholery jedz do niej i sie dowiedz co sie dzieje- powiedzial uniesionym glosem. Nie odpowiedzialem zerwalem sie na rowne nogi i pobieglem do pokoju. Spakowalem kilka rzeczy do torby i juz stalem w salonie.
- A co z wywiadami i wystempem- zapytalem.
- O to sie nie martw, zalatwimy to- powiedzial usmiechniety Louis. Wszyscy mnie usciskali i ruszylem, wsiadlem w auto i pedzilem do Holmes Chapel. Przez cala podroz odganialem od siebie wszystkie mysli wmawiajac ze wszystko sie wyjasni i bedziemy szczesliwi. Wyblagam ja zeby zamieszkala ze mna w Londynie i juz nigdy jej nie opuszcze. Depnelem na gaz a na wskazniku juz bylo ponad 100 km/h. Jechalem jak oszalay, droga  stala sie dla mnie najwieksza meczarnia. Omijalem wszystkie auta, nie zwazajac na konsekwencje.
Wylaczylem silnik, stalem na podjezdzie nowego domu Emily. Przygladalem mu sie uwaznie i zbieralem sily zeby w koncu wyjsc z auta i zapukac do wielkich drewnianych drzwi. Wzielem gleboki odech i sie do nich skierowalem sie do domu i nacisnelem  na dzwonek z tuzin razy. Drzwi otworzyla mi Mia i zaprosila mnie do srodka. Panowala totalna cisza w calym domu, odwrocilem sie z powrotem do dziewczyny a on wbila swoje usta w moje a reke wsadzala juz w spodnie. Odepchnelem ja od siebie, nie zwazajac na swoja sile. 
- Gdzie sa  wszyscy?- wydarlem sie a w oczach mialem juz lzy. 
- Na pogrzebie- odpowiedziala.
- A ty dlaczego nie jestes- powiedzialem drzacym glosem.
- Blagam cie, nie byla warta- parsknela i zniknela w glebi domu. Nie jak to mozliwe, to nie moze byc prawda. Emily nie moze byc martwa, to jest tylko jeden wielki sen. Zaczelem sie szczypac ale to nic nie dawalo, wybieglem z domu trzaskajac drzwiami i wsiadlem do auta. Szybko pojechalem na cmentarz i zaczelem pedzic w strone ludzi. Dostrzeglem mame Emily ze lzami w oczach, trumna wlasnie byla opuszczana do wykopanej dziury. Lzy zaczely juz leciec na dobre, patrzylem sie jak trumna powoli chowa sie w dole a pozniej poczulem ogromny bol na prawym policzku.
- Jak mogles jej to zrobic- wydarl sie na mnie Logan- Znowu ja zdradziles!
- Ja jej nie zdradzile, Tay to przyjaciolka- mowilem ze lzami w oczach.- Ja nie chcialem jej smierci- rozplakalem sie. Chlopaki nie placza, ale ona umarla. Zakopali ja. Logan dalej sie patrzyl na mnie gniewnie.
- Mnie rowniez moga zakopac, nie mam po co zyc- powiedzialem a Logan przymiezal sie do drugiego ciosu ale opuscil reke.
- Dlaczego ja krzywdzisz, czemu poprostu nie mogles wrocic do innej bylej. Pelno ich tu jest- warknal.
- Bo to Emily byla ta jedyna, zawsze ja kochalem i bede kochac. Nigdzie nie znajde takiej dziewczyny jak ona- rozplakalem sie na dobre.
- Czemu mowisz o niej w czasie przeszly- powiedzial ale tym razem spokojnie Logan i wbil swoj wzrok we mnie.
- Przeciez nie zyje- wydusilem z trudem te slowa. One nie zyje, nie ja sie z tym nigdy nie pogodze.
- Ale Emily lezy w szpitalu to jest...
Rzucilem sie biegiem, bieglem jak szalony zeby tylko trafic do szpitala. Glupi nie pomyslalem o aucie ale nie bylo czasu na myslenie. Ona zyje, jest w szpitalu. Wbieglem do szpitalu taranujac wszystkich na drodze.
-  Gdzie... lezy...Emily.
- Gdzie lezy Emily- prychnela pielegniarka- wiesz ile Emily znajduje...
- MacLean- przerwalem jej i popatrzylem wyczekujaca a ona popatrzyla sie na ekran od komputera i wymamrotala pietro i numer pokoju. Nie czekajac na nic wiecej pobieglem do windy i zdazylem wskoczyc do zamykajacej sie windy. Stalka w niej zaplakana dziewczysna o blond wlosach. Blondynka podniosla wzrok na mnie i sie lekko usmiechnela.
- Wiesz jeszcze kidys bym skakala z radosci ze cie spotkalam- powiedziala patrzac sie na mnie ale lzy dalej splywaly jej po policzkach.
- A teraz mam ochote cie spoliczkowac! Jak mogles jej to zrobic!- warknela na mnie co mnie zdezorientowalo. Patrzyla sie takim wzrokiem ze chcialem sie zapasc pod ziemie.
- Ale skad ty to wiesz, i skad ty znaczy i kim ty jestes- powiedzialem.
- Och tak nie jestem slawna to wiesz kim ja jestem- watknela a winda sie zatrzymala. Nie zwazajac juz na wsciekla blondynke skierowalem sie do pokoju Emily. Gdy ja zobaczylem lzy na nowo zagoscily mi w oczach. Lezala, smutna a jej wzrok utkwil w jednym punkcie. Byla blada jak nigdy do tad. Przelknelem glosno sline i podeszlem do lozka.
- Lilly, mowilam ci ze nic nie zmieni mojego zdania- powiedziala slabym glosem a we mnie cos peklo. Powolnym i delikatnym ruchem wplatlem jej palce w moje. Od razu podniosla wzrok na mnie i widzialem strach w jej oczach.
- Miedzy Tay a mna nic nie ma- wytlumaczylem od razu ale ona w to nie uwierzyla.
- Kocham cie a ty mnie ranisz- odpowiedziala a w jej oku pojawila sie pojedyncza lza. Kleknelem i zlapalem ja mozniej za reke.
- Emily jestes dla mnie wszystkim. Kocham cie, ja nie chcialem cie zranic- przylozyla mi palec do ust i sie lekko usmiechnela. Dostrzeglem tanczace plomyki w jej oczach i radosc malego dziecka. Polozyla swoja dlon na moim policzku i zaczela ja gladzic.
Polozylem sie obok niej i przyciagnelem do siebie, czulem sie szczesliwy ze znow mam swoj caly swiat w ramionach. Ale teraz juz nigdy go nie wypuszcze.

Perspektywa Emily

Wierzylam mu chociaz nawet nie wiedzialam czemu. Moze poprostu chcialam mu wierzyc, znaczyl dla mnie wiecej niz ktokolwiek inny. Kochalam go calym moim sercem i wiedzialam ze on jest tym jedynym.
- Zamieszkaj ze mna- wyszeptal  mi do ucha gladzac jednoczesnie moja reke. - Nie przezyje kolejnej rozlaki z toba, prosze wyjedz ze mna do Londynu. Zamieszkaj ze mna. Badz w mojej przyszlosci.
- Harry...
- Emily myslalem ze bylas martwa, blagam cie- powiedzial lamiacym sie glosem a ja spojrzalam mu prosto w oczy i lekko pocalowalam.
- Czy to znaczy tak?- spytal a ja usmiechnelam sie promiennie. Przyciagnal mnie do siebie co sprawilo mi bol ale to zignorowalam. Jego usta na moich dzialaly lepiej niz jakikolwiek lek przeciw bolowy.

Harry wzial mnie na rece i przeniosl przez prog domu. Delikatnie mnie pocalowal i sie usmiechnal.
- Wiec panno McLean jak podoba sie nasz nowy dom- powiedzial dalej czymajac mnie na rekach.
- Jest cudowny- odpowiedzialam i znowu nasze usta zlaczyly sie w pocalunku. Noga zatrzasnal drzwi i ruszyl w glab domu. Zaczelismy sie calowac lapczywie i zmieniajac pozycje oplotlam nogi na jego biodrach i wplatlam rece w wlosy. Jego duze dlonie, powoli zjechaly na moja pupe i ja scisnely. Usmiechnelam sie przerywajac pocalunek. Posadzil mnie na komodzie w sypialni i sciagnal ze mnie bluzke. Przygryzl dolna warge i zlapal mnie za kolana. Jego rece powedrowaly wyzej i lekko rozchylil moje nogi. Zrobil krok i znalzl sie tuz przy mnie znow calujac. Rozchylam troche wargi i nasze jezyki zaczely wirowac. Zaczelam sie zmagac z guzikami od jego koszuli, i chwila potem koszula lezala w kacie. Przestajac mnie calowac, podniosl mnie i brutalnie zucil na lozko po czym sciagnal moje spodnie. Skadal pocalunki na mojej szyi i stopniowo zatrzal schodzic nizej. Jego rece delikatnie osunely moje majtki a sam zdjal spodnie i bokserki. Delikatnie rozchylil mi nogi i znowu wrocil do calowania mojej szyji. Czulam ze cos rosnie pomiedzy moimi nogami co sprawilo ze sie podniecilam. Chwile pozniej zaprzestal i popatrzyl mi sie prosto w oczy. Chwycil mnie mocno za biodra i bez owijania od razu we mnie weszedl. Wygielam sie i jeknelam z podniecenia. "Mocniej" wymruszalam a on posluchal. Zaczelo nabierac tepo a ja juz prawie dochodzilam.
- Kocham cie- powiedzialam po wszystkim.
- Ale ja kocham cie bardziej- odpowiedzial i zlozyl soczysty pocalunek na moich ustach.


Mala dedykacja dla ciebie :) Mam nadzieje ze takie zakonczenie Ci sie spodoba bo tylko z mysla o tobie je napisalam :** Taki prezent na swieta mozna powiedziec xD
BLOG

niedziela, 9 grudnia 2012

Epilog

Przeczytaj to pod tekstem!

Skrzyzowal rece na klatce piersiowej i mi sie przygladal. Czekal  na wyjasnienia a ja nie moglam wydobyc z siebie slowa. Jedynie mierzylam go wzrokiem, przez te tygodnie sie zmienil. Jego czarne wlosy byly krotsze i w nie ladzie. Oczy byly jeszcze bardziej niebieskie. Brakowalo mi jedynie jego usmiechu, zamiast tego stal i sie we mnie wpatrywal. Normalnie to by mi sie ugiely kolana i bym sie mogla na niego rzucic ale nie teraz. To byl moj najlepsze przyjaciel,
- Wyjasnisz mi to czy mam sobie isc- powiedzial chlodnym tonem i chcial mnie minac ale go zatrzymalam.
- Mozemy isc chociaz do kawiarni- zapytalam ostroznie a on tylko skinal glowa i ruszylismy do kawiarni. Usiedlismy przy stoliku przy oknie i milczelismy. Nic nie mowil wiedzialam ze czekal jedynie na wyjasnienia i albo odejdzie albo zostanie. I wlasnie tego sie tak bala, nie chcialam go stracic bo zrobilam mu dokladnie to samo co Harry mi wredy. Chociaz my nie bylismy para tylko najlepszymi przyjaciolmi. Wzielam gleboki odech i chcialam cos powiedziec ale wszedl mi w slowo:
- Jak moglas tak bez pozegnanie, wyjasnienia wyjechac! Austin mi nic nie powiedzial tylko skakal z radosci caly czas. I pozniej on gdzies wyjechal i bum. Zostalem bez wyjasnien o i pozniej dziewczyny zaczely mnie atakowac jakimis kolorowymi pisemkami i cie tam zobaczylem z Harry'm calujacym sie przy fontanie.- mowil uniesionym glosem ale tak zebym tylko ja odczula jego zlosc. Nie chcial robic scen chcial tylko wyjasnienia, tylko teraz po tych slowach czulam sie jakby mi ktos wbil noz w plecy przynajmniej tysiac razy a za kazdym razem to bardziej bobalo. Przecierpialam glupi kawal wujka Simona i Paula co mnie zdenerwowalo do granic mozliwosci. Powiedzieli ze mi to wynagrodza, tak jasne bo to taki smieszne bylo. Okazalo sie ze jeden z chlopakow byl w to wszystko w tajemniczony ale nie powiedzieli ktory wiec nie odzywalam sie do zadnego oprocz Harry'ego przez cala droge.
-Co podac?- spytala sie kelnerka a mi ulzylo ze troche to przeciagne.
- Ja poprosze goraca czekolade z bita smietana- usmiechnelam sie do kelnerki.
- A pan- usmiechnela sie do niego czarujaco. Dobrze wiedziec ze na mojego najlepszego przyjaciela leci cale Holmes Chapel.
- To samo- odpowiedzial chlodno ale dalej sie na mnie patrzyl wyczekujaca. Gdy kelnerka odeszla musialam  zaczac mowic.
- Logan bo to wszystko sie zaczelo kiedy...- opowiedzialam mu cala historie. A nawet nie dostalismy zamowienia a gadalam przez jakies 10 minut. Jego twarz przybrala kamienny wyraz wiec nic nie moglam wyczytac z jego uczuc.
- Wiec ty i Harry jestescie razem- powiedzial zdziwiony- I dlatego Austin byl taki radosny- dopowiedzial. Przytaknelam, pozniej tylko sie dopytywal o inne rzeczy ale usmiechu dalej nie bylo na jego twarzy.
- To kiedy sie spotkacie, od twojego powrotu minely juz 3 dni- powiedzial dalej bez usmiechu.
- No wiesz przez te dni mial jakis koncert, wywiady i takie tam, jeszcze sie umuwimy- powiedzialam ale sama nie wierzylam w swoje slowa. Balam sie ze znowu mnie zostawi dla innej.
- Hej to ty jestes Emily McLean?- spytal mnie slodziutki glosik. Popatrzylam sie w ta strone i ujrzalam gdzies 15-letnia dziewczyne o rudych wlosach i lekkimi piegami. Jej oczy byly soczyscie zielone a usta malinowe.  Miala nie zwykla urode al zaloze sie ze nie mialo lekko przez rudy kolor.
- Tak- odpowiedzialam milo.
- Dasz mi autograf- spytala a mi oczy prawie na wierzch nie wyszly.
- Autograf- powiedzialam jak jakis nie dowiarek. I przed demna wyladowalo zdjecie ja z Harrym. Zaslonilam reka buzie zeby powstrzymac sie od krzyku. Wzielam markera do reki i zaczelam pisac a ona mowic:
- Wiesz wole zeby byl z toba niz ta Taylor no bo wiesz, napisze piosenki jak zerwa i bedzie tylko- oszolomiona oddalam jej markera i zdjecie. Miala juz odejsc kiedy kwycilam ja za rece.
- Z jaka Taylor, czemu by znia mial byc?- spytalam i spojrzalam jej prosto w oczy. Ona zamiast mi odpowiedziec wyciaglam telefon i cos tam wstukala po czym mi pokazala zdjecie. Glosno przelknelam sline i spojrzalam na Logana.
- Emily?- popatrzyl sie na mnie zdezorientowany chlopak.
- To pewnie jest nie porozumienie i za 4 dni masz urodziny wiec napewno przyjedzie, zaprosc go i wtedy sie wszystko wyjasni- powiedzial i po raz pierwszy sie usmiechnal. Nie wierzylam w te slowa, jedyne co mi chodzilo po glowie ze znowu to zrobil. Te wszystkie slowa byly jedynie puste, chcial mnie zaliczyc i tyle bylo z mojej milosci zycia. On sie zmienil to wszystko bylo jedynie jedna wielka gra w ktorej znowu podjelam zla decyzje. A moze to lepiej wiedzialam ze juz go nie spotkam. Chcociaz mogl porostu ze mna zerwac a nie zrobic to po raz drugi. Jeszcze bardziej to zabolalo.
- Przepraszam ja nie moge- powiedzialam i chwycilam torebke. Wybieglam z kawiarni i z zaszkolonymi oczami bieglam przed siebie. Zatrzymalam sie i wpatrywalam sie w czerwone swiatlo na przejsciu, lzy naplywaly mi do oczu. Nic nie widzialam nie czekajac juz wiecej szybko ruszylam na pasy a ostatne co dostrzeglam to dwa rozmazane swiatla a pozniej ciemnosc.
Od autorki: Tym razem to koniec i nie bedzie juz wiecej teg oopowiadania, moze jak to przeczytacie usune wszyskie posty i napisze cos nowego. Nie wiem. Nie zloscie sie ale powod pewnie znacie. Namieszalam w tym blogu i to zabardzo zeby wyszlo z tego cos normalnego i to co planowalam. Zepsulam to i w koncu to do mnie dotarlo. To nie mialo tak byc. Przepraszam ze was zawiodlam. Prowadze blog o sobie i jeszcze jeden o 1D ktory tez nie wiem czy bd kontynuowac.  Moze zrobie sb przerwe i powroce w wielkim stylu jezeli tak to dam wam znac. Love You With All My Heart xxx

PS. Konkurs dalej trwa!

sobota, 8 grudnia 2012

Rozdział 18...Secrets-part 2

Czas zwolnil, wszystko co sie dzialo wokol mnie zamarlo i ja. Wszystko co robilam wydawalo sie jak minuty a nie sekundy. Opuczkiem nacisnelam na koniec klapki i sie podniosla. Z telefonu dobywaly sie przeklenstwa, grozby ale czym byl bez tej koperty. Nie mogl mi wtedy grozic, wypuscilam sluchawke z reki a ta upadla na ziemie a cieple plomienie wydobyly sie z zwiecienia. Moja reke powedrowala zeby spalic dokument i wszysko bedzie juz dobrze. Ten caly Mr. Black zniknie i bedzie siwety spokoj. Plomienie zalapaly sie koperty i zaczela wolno plonac. Chcac przyspieszyc proces nacisnelam jeszcze raz... BUM... Uslyszalam trzask i zapalniczka wypadla mi z reki. Zobaczylam rozgniewanego Mr.Black. Jego oczy plonely zloscia. Zatrzal zmiezac w moja strone.
- Jak moglas to zniszczyc! Nie ma kopi! To moglo zniszczyc to parszywe One Direction!- wydarl sie.
- Dlatego to zrobilam! Nie pozwole ci zniszczyc moich przyjaciol!
- Nie tych! Tych Amerykanskich- przerwal bo zanim pojawil sie Cowell.
- O rany nie uwierzysz juz nie bedziemy musieli placic tym idiota- wyszedl do nas Liam a mi buzia opadla do samej ziemi.
- Co czego placic!
- A bo ci debile znowu nas pozwali o ta nazwe i tym razem o milardy!- wywrocil oczami Liam.
- Ale wy postrzeliliscie harry'ego i pozniej te strzaly- powiedzialam cala rozkojarzona.
- To nie my, to byl zamach poprostu wykorzystalismy to historie- westchnal Simon.
- Ale z kad to masz, ja to spalilam- zwrocilam sie teraz do Liama.
- Wiesz slodka jestes ze chcesz nas bronic i wogule ale skorzystalem z twojej nieuwagi i wzielem zawartosc- podrapal sie po glowie i zrobil nie winna minke a ja zrobilam sie czerwona ze zlosci.
- Przez te 6 dni balam sie jak glupia ze przez to oni moga zginac a wy zrobiliscie jakas szopke, zamiast poprostu przyjsc wziasc koperte i zalatwic ta sprawe.
- Chlopaki nie mieli sie o tym dowiedziec o tym ze ja wiedzialem o istnieniu One Direction amaerykanskim ale nic nie zrobilem wiec jak przegrali tamta sprawe to uknuli i wydobyli nasze wczesniejsze rozmowy- westchnal Simon ale nie dal mi niczego powiedzic bo kontynuowal- A chlopaki nudzili ze zadnej akcji oprocz zwariowanych fanek nie ma to zrbilismy wam male show cos jak ukryta kamera- wyjasnil a ja bylam gotowa sie na niego rzucic- I- uciszyl mi- Ten sprawca co strzeli do Harry'ego jest juz aresztowany a za kilka tygodni wyjdzie komedia One Direction w akcji.- po tych slowach normalnie sobie usiadlam.
- Ej tu normalnie nawet scenariusz jest- powiedzial Liam a ja w nim cisnelam poduszka. Reszta do nas dolaczyla jakby sie nic nie dzialo. Niall nawet mial udko kurczaka, Harry nic sobie nie robil. Zayn wygladal idealnie a Lou siedzial spokojnie na kanapie.
- No dzieci pakujcie sie- powiedzial Paul- Za chwile jedziemy na samolot. Widze ze show sie udalo- zasmial sie a ja juz nie wytrzymalam i wzielam poduszczke i rzucilam najmocniej jak moglam w Paula trawfiajac go w glowe.
***
Gdy juz wrocilismy przypomnialam sobie ze czeka mnie nowy dom, "nowa" szczesliwa rodzinka i beznadziejny stan rzeczy. Do Austina nie odzywalam sie od kad go spotkalam w New York. Siostra dalej cos knuje i prubuje wkrasc sie w laski. Ja jej tak latwo nie odpuszcze, ciekawe co by bylo gdyby teraz ja sie na nia tak odegralam.
- Wychodze- krzyknelam na caly dom. Chociaz watpie ze to uslyszeli bo dom byl ogromny. Ja nawet nie wiem po co nam taki dom. Dostalam swoj wielki ogromny pokoj z dala od siostry, ale nawet to mi nie poprawilo humoru. Za nidlugo wszystko bedzie opublikowane i moje zycie nabierze jeszcze wiekszych obrotow. Juz wystarczylo mi to ze od calej tej sztucznej afery na lotnisku chcialy mi wydrapac oczy za te zdjecia w gazetach. To samo w Londynie i pozniej w sklepie. Badz przyjaciolka One Direction, miej tyle samo hejterow co One Direction fanow. Mozliwe ze kiedys przywykne ale chyba jeszcze nie teraz. Chlopcy sa spowrotem u siebie w Londynie a ja znowu w malym miasteczku Holmes Chapel. Harry i ja mamy sie spotykac jak tylko sie da ale zastanawiam sie czy to cos da. Wkurzona kopnelam kamieniem i doszedl mnie odglos bolu. Od razu oderwalam wzrok od chodnika i spojrzalam chlopakowi w oczy. Chcialam z tamtad uciec ale nogi mi odmawialy posluszenstwa...

Od Autorki: Wiecie ze sama sie zaskoczylam tym co napisalam, przepraszam za bledy ale malo czasu z tym ze prawie caly dzien pracowalam nad tym ----> http://sugar-sweet-life.blogspot.no/ i nawet nie skonczylam. Rozdzial byle jaki, ale zaraz sie zabieram za pisanie 19 bo mam taka wene wiec szykujcie sie na cos wielkiego. Wszystko sie wyjasnilo ale akcja dopiero co sie zaczyna i o tym byla mowa kiedy mowilam ze troche pozmieniam ;) A i przepraszam ze taki krotki ale za to za to we wtorek pojawi sie dlugi :**

środa, 5 grudnia 2012

Konkurs...

A wiec robie noworoczny konkurs mam nadzieje ze jak najwiecej z was wezmie udzial, do wygrania jest kalendarz z One Direction na 2013 rok. Pozniej dodam zdjecie po teraz nie chce mi sie wstawac, przyniesc go, zrobic zdjecia i wstawic. hahah wiem len ze mnie ale w tym moj urok. Nawet mame moja trzepie ze poruszam sie jak topniejacy lodowiec czy km na rok. hahah jej slowa!

A wiec konkurs polega na tym ze musicie zrobic jedno z tych rzeczy:

  • Napisac imagina i przeslac na emaila.
  • Zrobic filmik o One Direction i wstawic na yt i przeslac mi link
Moj E-mail ---> domini3ka7@wp.pl
Zgloszenia przyjmuje do 20 grudnia :)
21 pokaze sie zwycięzca i nagroda zostanie wyslana 

PS. Na drugim blogu nowy rozdzial :) http://all-this-little-things.blogspot.no/

wtorek, 4 grudnia 2012

Rozdzial 18... Secrets-part 1

Leżałam na skraju łózka i nie mogłam zasnąć, dni mijały za szybko, sprawy przybrały inny obrót niż się spodziewałam. Było ciemno słyszałam jedynie regularny oddech Zayna, zmuszałam się do zaśnięcia ale mi to nie wychodziło. Zostało mi jeszcze 3 dni do oddania mu tej koperty, inaczej tym razem wyceluje kule w serce. Wzdrygnęłam się na sama myśl o tym, nie mogę do tego dopuścić.
Cichutko wyszłam z łózka i z pokoju, było cicho, nikt na nikogo nie krzyczał. Słyszałam jedynie wiatr który napotyka na swojej drodze budynek. Powoli i cichutko na paluszkach powędrowałam pod pokój Harry'ego. Pewnym ruchem otworzyłam drzwi i się wślizgnęłam do pokoju, zamknęłam delikatnie drzwi.
- Kto to- podskoczyłam z przerażenia i wydalam zduszony pisk.
- Myślałam ze spisz- powiedziałam szeptem i podeszłam szybkim krokiem do łózka.
- Emily- powiedział radośnie- Nie mogłem spać- dodał.
- Ja tez- uśmiechnęłam się czego pewnie nie dostrzegł. W pokoju było ciemno jedynie na drugim końcu przebijały się przez żałuje promienie księżyca.
Harry odsunął się tak ze przyległ do ściany i ręka podniósł kołdrę zapraszając mnie do środka. Zawahałam się, łózko było jedno osobowe i...
- Harry czy ty spisz nago?- spytałam nie pewnie a on tylko lekko się zaśmiał.
- Nie mam boks...- nawet nie dokończył zdania a ja już leżałam obok niego, czując jego ciepło. Nie zorientował się od razu co się stało dlatego po chwili opuścił kołdrę i mnie do siebie przyciągnął.
- Kocham cie- powiedział czule i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Tak mi tego brakowało. Przez 3 dni leżał nie przytomny, odepchnęłam od razu te wspomnienia.
- Ale nie tak bardzo jak ja cie kocham- powiedziałam i chciałam znowu zasmakować dotyku jego ust. Ale mnie powstrzymał.
- Przepraszam gdybym wtedy za wami nie wybiegł nic by się nie stało.
- To moja winna, nie powinnam mówić Louisowi nie wpadłabym wtedy na niego do windy i nie znalazła tej koperty.
- Koperty?- zdziwił się Harry.
- Nie miałam odwagi jej otworzyć po tym jak w ciebie wycelował. Myślałam ze oddalam mu ta odpowiednia a jak chciałam otworzyć ta której pragnął wycelował w ciebie- powiedziałam powstrzymując łzy. Juz nic nie powiedział tylko poczułam jego silne ramiona które przyciągają mnie do siebie. Lzy zaczęły spływać po moich policzkach których nie mogłam powstrzymać.
Obudził mnie wielce nie zadowolony głos Louisa. Wrzeszczącego na nas co my wyprawiamy, nikt się nie miał o nas dowiedzieć.
- Louis krzycz głośniej to się wszyscy zleca i się dowiedzą  burknęłam na niego. Wyszłam z pod pościeli i ruszyłam do salonu i wszystkich tam zastałam jedzących śniadanie. Sama sobie wzięłam kanapki z serkiem i szynka i do tego herbatkę. Usiadłam na fotelu i zaczęłam delektować się śniadaniem, wszystko było jak kiedyś  nikt się nie kłócił, chłopaki żartowali. Miałam nadzieje ze wszystko wróciło do normy.
- Harry jak się czujesz- od razu zareagował Liam.
- Świetnie  jeszcze nigdy tak wspaniale jak teraz- powiedzial usmiechajac sie od ucha do ucha i poslal mi krotkie spojrzenie. Wzial talerzyk i kubek i usiadl na przeciwko mnie. Troche ucichlo ale chlopaki dalej zartowali, jedynie Louis tak troche się powstrzymywal. Ja z Harrym natomiast posylalismy sobie ciagle krotkie spojrzenia i usmiechy.
- Czy wy jestescie razem- zapytal się Niall kierujac wzrok tylko na mnie.
- Cooo? Nie, nie, nie, nie, nie ehm, nie, nie, eee, nie, nie, nie, cooo, nie, nie, nie, nie, hehe, nie,nie, nie, nie, nie, nie, ugh, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie...
- Na serio 28 nie- powiedział zdumiony Harry i zapanowały nie zręczna cisza.
- O matko oni są razem- wykrzyczał Zayn.
- Cooo?! Nie, nie, nie... dobra jesteśmy- powiedziałam a oni odwalili jakiś taniec szczęścia oprócz Louisa.
- A tobie co?- zapytał się radośnie Liam Louisa i nagle wszyscy się uspokoili.
- Ona nas zniszczy- warknął Louis- Nie jest nawet sławna.
- A Eleanor to co?- spytal się Niall i uniosl jedna brew. Po tych slowach z ust Louisa wydobylo się wiele dziwnych odglosow i warkniec. Nie mogl się porostu wyslowic.
- Jestes zly, poniewaz Harry juz nie jest tylko twoj- zasmial sie Niall a Louis opadl bezradnie na sofe.
- Stary dalej bedziemy razem wychodzic, bedzie tak jak dawniej tylko z malym wyjatkiem- powiedział Harry.
- Ja wam nie stanę na drodze, wiem ile wasza przyjaźń dla was znaczy- powiedziałam a Louis od razu się uśmiechnął chociaż nie wiem czy szczerze. Atmosfera była najpierw dziwna i nie zręczna  później wszyscy się rozluźnili i zaczęli nam gratulować dopóki Liam nie naruszył tematu koperty. Kazal mi ja przynieść tez tak zrobiłam. Położyłam ja na stole i wszyscy wokół niej usiedli. Panowała totalna cisza, nie pozwalałam nikomu innemu jej otworzyć a nawet dotknąć. Ta cisze przerwał telefon hotelowy, nie pewnie podniosłam słuchawkę i przyłożyłam do ucha.
- Nie waz jej się otwierać, spróbujesz a tym razem wyceluje prosto w serce- po tych słowach stanęłam przed Harrym robiąc z siebie tarcze.
- Czemu po nią nie przyjdziesz- spytałam drżącym głosem a wsłuchawszy rozległ się śmiech.
- Bo jestem bezpieczny kiedy jest u was, za 2 dni mi ja dostarczysz. Wyjdziesz z hotelu i wepchniesz kopertę do skrzynki z gazetami. Odejdziesz i nie będziesz mnie szukać. Jak będziesz mi potrzebna skontaktuje się z tobą.
- Nie zrobię to teraz! I już nigdy ci nie pomogę - krzyknęłam do słuchawki i moja rękę pokierowała się na kopertę  W tym samym czasie usłyszałam huk i kula rozbiła szybę od stolika, słuchawka wypadła mi z reki i wszyscy zamarli. Podniosłam ręce do góry i powoli sie odwróciłam....wyszeptałam do chłopaków.
- Idźcie do łazienki- chłopcy się podnieśli i wykonali moje polecenie. Gdy ruszyli kolejny strzał trafił lampę, zrobiło się ciemno w pokoju. Pogoda tez robiła swoje. Powoli kucnęłam i wzięłam do reki telefon, przyłożyłam go do ucha.
- Nie kombinuj- usłyszałam ostrzegawcza komendę i następna kula została wycelowana. Po całym salonie walało się szkło od stolika i okna. Przełknęłam głośno ślinę.
- Co ja ci zrobiłam?
- Ta teczka zawiera coś co może zniszczyć One Direction- powiedział pogardliwie.
- To dlaczego mam ci ja oddać- zawahałam się. Szybkim ruchem sięgnęłam po kopertę i ścisnęłam mocno w ręce.
- Bo chcesz żeby twój chłopak był żywy.
- Nie oddam ci jej- warknęłam i wstałam i się odwróciłam do okna. W reku trzymałam teczkę, moja kieszeń zaczęła ciężyć i przypomniała mi o mojej broni. Podeszłam pewnym krokiem do mniejszego stolika, który był cały ze szkła. Po co oni robią wszystko ze szkła w tych hotelach, chociaż tym razem to dobrze. Położyłam kopertę na nim i sięgnęłam do kieszeni. Wyciągałam tak powoli żeby dostrzegł co to jest.
- Nawet się nie waz- ryknął do słuchawki.
Od Autorki: Namiszalo sie ale blizej rozwiazania, co nie? Troche zmienilam co do tej koperty bo miala zawierac cos innego ale sprawy sie tak potoczyly. Wczorajszy dzien spedzilam na robieniu zwiastuna wiec kliknijcie w zakladke Zwiastun xD Do nastepnego rozdzialu

niedziela, 2 grudnia 2012

Rozdzial 17... He always get's what he want

Siedzialam zalamana w swoim pokoju. Bylam kompletnie zdesperowana, nie wierzylam ze to sie stalo i jakim cudem to sie stalo. To nie bylo normalne, ale nikomu tego nie moglam powiedziec. Chcialam sie porostu zapasc czy umrzec i zabrac ta tajemnice do grobu. Po co komus takie informacje. To tylko mieszja w glowie inni sobie radza, wychodza na prosta i uzywaja ich rozsadznie. A drudzy jak ja nie wiedza co w tedy ze soba zrobic, nie umieja zniesc tej presji, zle wykorzystuja i wszyskich traca. Dlaczego zawsze ja mialam pod gorke, akurat jak wszystko zatrzelo mi sie ukladac to tamto sie zaczelo walic. Dlaczego ja wtedy otwieralam usta, dlaczego pobieglam do tej windy i natrafilam na...
- Emily chodz, musisz pomoc- uslyszalam zalamany glos Liama i zwleklam sie z lozka. Zobaczylam lezacego na sofie Harry'ego i uswiadomilam sobie ze to moja winna. Patrzylam sie na niego i serce chcialo mi wyskoczyc z klatki piersiowej. Od kad weszlam do tej windy moj swiat obrocil sie do gory nogami. Siedzielismy w tym hotelu juz od trzech dni i wszystko sie tylko psulo i wydarzylo sie cos co nie powinno. Nie chcialam nawet myslec ze moglam temu zapobiec, ze ta koperta ktora spoczywa w mojej walizce mogla cos pomoc. Te wszystkie informacje i przemyslenia, to nie bylo warte. Probowalam temu zapobiec ale nie umialam, nie odnalazlam tego faceta z windy a jego slowa utkwily mi dobrze w pamieci. "Przyczynisz sie do konca, chyba ze bedziesz madra"  Dlaczego do tego dopuscilam, ale im dluzej nad tym myslalam zaczelo mi cos switac w glowie. Od trzech dni nie bylismy wszyscy razem w jednym pokoju. Musialam zadzialac lecz nie wiedzialam jak, czy to byl pierwszy krok do naprawienia wszystkiego.
Emily!- wyrwal mnie glos z zamyslu. Podnioslam wzrok i popatrzylam sie na mulata, a w jego oczach dostrzeglam rozpacz. Louis patrzyl sie na mnie gniewnie i ledwo co powstrzymywal sie od wybuchu. Chcialam im powiedziec to ze jestem a moze bylam z Harry'm juz nie wiedzialam. Chcialam im powiedziec o zdazeniu z windy i o wszystkim innym ale nie umialam. Nie odpowiedzialam a Zayn krzyczal zebym cos mu wytlumaczyla. Kleknelam przy lokowatym i uscisnelam jego zimna dlon. Wygladal jakby byl martwy, dlaczego o tym pomyslalam. Zeby udaremnic swoje mysli moje palce sunely sie na nadgarstek w wyszukiwaniu pulsu.
- On zyje- powiedzial sucho Louis- Ale to nie twoja zasluga- dodal oprychliwe a we mnie zebrala sie cala zlosc.
- Myslisz ze moglam temu jakos zaradzic! Owszem to moja winna ale co mialam zrobic!
- Nie wiem nie dac mu sie szantazowac!
- Co by to dalo, chial was zabic musialam mu to dac!
- Mamy ochroniarzy, dali by sobie z nim rade! I tak mu dalas zla.
- Skad mialam wiedziec! Byly identyczne! Ja chcialam was chronic!
- I jak na tym wyszlas? Harry lezy tu nie przytomny, ledwo zywy a ty nie mozesz nic poradzic.
- Przeciez go nie uzdrowi- warknal wsciekle Niall stajac w mojej obronie. Wzrok Louisa i moj skierowali sie na niego. Pozniej popatrzylismy na wszyskich innych wokolo.
-Co wy wiecie czego my nie wiemy- spytal spokojnie Liam, widzialam w jego oczach panike. Ja i Louis milczelismy.
- No kurwa  przeciez nie bez powodu Harry dostal kulka za to koperte!- wyszedl z rownowagi Liam i podszedl do mnie i Louisa.
- Przynajmniej zyje- wyszeptalismy rowno i sie popatrzylismy na siebie z pode lba.
- Zyje!- powiedzial wsciekle.- Wiesz ile poswiecilismy zeby go tutaj opatrzyli i zostawili!- ryknal na mnie.
- Wiem dobrze bo bylam przytym!
- Ale od 3 dni nie wychodzilas z pokoju!
- Myslisz ze to jest dla mnie latwe!
- Jak widac nie przejelo cie to zbytnio- po tych slowach zagotowalo sie we mnie jak w kotle.
- Nie przejelam! Jestem zalamana, Harry otarl sie o smierc, probowalam wszystkiego przez te 3 dni zrobic. Nie jadlam, nie spalam tylko szukalam rozwiazania. I tak doskonale wiem ze to moje winna! Wiec nie musisz mi tego wytykac!- wydarlam sie na Liama ale dalej we mnie buzowalo ze zlosci. Mialam mu wielka ochote zadac cios, ledwo sie powstrzymalam za to lzy naciskaly ale je powstrzymywalam.
- Nie klusmy sie- powiedzial Zayn i polozyl reke na moim ramieniu. Chcialam ja strzepnac ale po co, to nic nie zmieni. To byl tylko zwykly pocieszajacy gest.
- Powiedzcie na co sie stalo- powiedzial beradnie Liam.
- Przykro mi ale...- zatkalam reka usta Louisa a ten odrazu chwycil mnie mocno za nadgarstek. Probowal zebym spojrzala w jego oczy ale nie moglam, moj wzrok ciegle wedrowal na Harry'ego.
- Louis- warknelam z gniewu i z bolu. Czulam ze tym usciskiem Louis zatrzymal doplyw krwi do mojej dloni az cala posinialam. - Harry- zdolalam sie jeszcze na jedno slowo i mocno szarpnelam reka i podbieglam do Harry'ego. Ukleklam przed sofa i zlapalam go za reke. Probowal otworzyc oczy, poczulam jak stara sie zacisnac reke na mojej. Nie byl to mocny uscisk ale znaczyl dla mnie wiecej niz cokolwiek. Czulam jak dreszcze przeszly po calym moim ciele i lzy splywajace po policzkach. Wszyscy staneli nad de mna i sie wpatrywali. Zielone oczy otworzyly sie i spojrzaly cieplym spojrzeniem w moje. Usmiechnelam sie i poczulam cieple uczucie.
- Przepraszam, to moja wina- powiedzialam szlochajac.
- Nie prawda- powiedzial chlopak i probowal mocniej zcisnac moja dlon.- Dostal swoja koperte i teraz jestesmy bezbieczni- powiedzial slabym glosem.
- Harry on do ciebie strzelil, bo odkleilam tasme z tej koperty- moj glos sie zalamal w polowie.
- Policja, dalej go szuka- powiedzial Louis nie zbyt przekonujaco. I to co wbilo mi noz w plecy.
- On nie wroci, ma tego czego chcial!
- Wlasnie w tym rzecz ze nia ma- popatrzyl sie na mnie wsciekle Louis i zatrzasnal za soba drzwi od pokoju.


Od Autorki: Ja nie wiem ile razy bede to powtarzac ale nie mam komputera z polskimi literami! Trudno przeczytac ta linijke zeby wiedziec -.- Mam nadzieje ze was troche zaciekawilam bo bylo nudno, melodramat by sie jeszcze mi tu zrobila moda na sukces itd. Komentujcie! i nowy rozdzial na drugim blogu http://all-this-little-things.blogspot.no/

czwartek, 29 listopada 2012

Rozdzial 16... You belong with me...

- Ej ja jestem dalej glodny- marudzil Niall- Kto idze ze mna na sniadanie- zapytal i uslyszalam tylko szemry i zostalam sama w pokoju z Harrym. Wpatrywal sie pusto w kubek, kiedy podniosl wzrok na mnie.
- Czy ty naprawde stracilas dziewictwo z Zaynem a nie mna- zapytal sie patrzec na mnie pustym wzrokiem.
- No wiesz musialam miec jakies doswiadczenie- powiedzialam powaznie a w srodku buzowaly we mnie emocje.
- Jak moglas- krzyknal na mnie a ja do niego podeszlam. Stalam naprzeciwko niego i zmusilam zeby spojrzal mi w oczy. Prubowal odwrocic od demnie wzrok ale mu sie to nie udawalo.
- Za kogo ty mnie masz- powiedzialam spokojnie i sie usmiechalam od ucha do ucha.- Lepiej sie zastanow, znasz mnie, jak myslisz?- dodalam usmiechajac sie i zobaczylam gniewna mine. Oczy mu sie szeroko otworzyly ze zlosci.
- Jak moglas mnie tak nabrac- powiedzial poirytowanym glosem, a ja w koncu wybuchlam smiechem. - Pozalujesz- powiedzial ale nie zdazyl czegokolwiek zrobic gdyz zniknelam za jednymi drzwiami. Szybko je otworzyl i zaczal sie rozgladac do okola. Popchnelam drzwi i sie zamknely z hukiem co zwrocilo jego uwage.
- Naprawde wolisz sie zemscic. Mamy tylko 10 minut.- powiedzialam szybko a on sie zatrzymal. Moje mysli szalaly, moje cialo pragnelo jego dotyku, jego ust. Szalalam, nie moglam oderwac od niego mysli bylam ciagle napalona i nie wiedzialam dlaczego. Chcialam to powstrzymac ale nie mogla, za nim sie obejrzalam juz namietnie sie z nim calowalam a koszula lezala gdzies w kacie.
- Wystopuj- powiedzial.
- Nie moge- warknelam wsciekla ze przerwal. Calowalam go natarczywie kiedy wyladowalismy na lozku. Usiadlam na nim okrakiem, odgarniajac swoje wlosy. Usmiechal sie a ja skladalam pocalunki na jego szyi a rekoma majstrowalam przy pasku. Nareszcie mi sie udalo, jednym gwalotownym ruchem je sciaglam i zaczelam schodzic w dol.
- Ty chyba nie zamierza...Och- powiedzial z rozkoszy i zaczal cicho pojekiwac.
- To bylo cudowne- powiedzial i chcial sie na mnie rzucic gdy uslyszelismy jakies glos w pokoju. Serce zaczelo mi bic jak oszalale. Mysli stanely w jednym miejscu i nie mialam pomyslu, ogarnela mnie panika. Moga sie dowiedziec, i to jeszcze w taki sposob.
- Co ty tu robisz- uslyszalam glos Louisa i cala zbladlam.
- Nie moglam znalesc mojej bluzki w paski i myslalem ze ja wzieles- wypalilam szybko i sama sie zdziwilam mojej inteligencji. Dobrze ze nie wiedzial co ze soba zabralam, bo napewno nie bylo nic w paski w mojej walizce.
- Musialam jej nie zapakowac w Maiami- dodalam i pospiesznie skierowalam sie do wyjscia.
- Emily- powiedzial, zamarlam ale probowalam przybrac naturalny wyraz twarzy i sie powoli do niego odwrocilam.- Nie widzialas Hazzy?.
- Byla troche taka dziwna atmosfera to powiedzial ze po przechadza sie i wychaczy kogos w hotelu- powiedzialm troche nerwowo co sprawilo ze Louis zaczal mi sie przygladac.  Chwile pozniej chwycil cos z komody i wyszedl z pokoju.
- Ide go poszukac- rzucil jeszcze a ja wybieglam zaraz za nim.
Gdy juz sie odalilismy odetchnelam z ulga,  nie wiem co by bylo gdyby Harry jasno nie myslal. Przyapal bu nas i wszystko by sie ujawnilo a do tego nie moglam do puscic. Fanki juz tak i tak mnie nienawidza a jeszcze jakbym byla jego dziewczyna to bym juz nie miala zycia. Odkad tu jestesmy ciagle mnie pelno w przeroznych kolorowych gazetach i wedlug nie ktorych przespalam sie z cala piatka a ostatnio zrobili mi zdjecie z Joshem wiec teraz nagle poluje na reszte zespolu. To jest nie prawda bo jakby tylko zerkneli w moje mysli, chociaz dzieki bogu tego nie zrobia ale by wtedy wiedzieli ze po  mojej glowie chodzi tylko Harry i nikt inny.
- Emily gdzie on jest- warknal juz dosc wkurzony Louis.
- Moze sie wrocil juz do apartamentu- powiedzialam cicho a on pociagnal mnie w tym kierunku. Trzymal mnie mocno za nadgarstek i ciagnal. To nie byloby potrzebne bo tak i tak dobrowolnie bym tam poszla.  Otworzyl gwaltownie drzwi a Harry siedzial na kanapie i cos czytal.
- Harry czy ciebie naprawde popierdolilo- warknal na niego takim glosem ze az ja sie wystraszylam.
- O co chodzi?- odpowiedzial spokojnie.
- Moze sam mi powiesz bo po calym internecie chodzi twoje zdjecie z jakas dziwka kochajaca sie w windzie!- ryknal Tomlinson. Ja cala zbladlam tak samo jak Harry. Jakim cudem znalazlo sie tam to zdjecie, pradu przeciez nie bylo, chyba ze jakas kamera.
- Wiadomo kto to?- spytal sie drzacym glosem.
- No moze ty mi powiesz jaka dziwke sciagles- po tych slowach zrobilo mi sie nie dobrze. Mialam wyrzuty sumienia, bylam cala blada i spocona. Chcialo mi sie plakac ale nie moglam sobie na to pozwolic. Harry siedzial cicho jak mysz pod miotla a ja wiedzialam ze musze wybrnac z tej sytuacji.
- Louis to nie zadna dziwka- powiedzialam lagodnym glosem a on sie wsciekle na mnie popatrzyl.
- A kto?- warknal- Milos jego zycia- dodal sarkastycznie i prychnal.
- Wiesz nie wiem czy jestem miloscia jego zycia- powiedzialam niewinnie i sie cala zarumienila. Musialam mu powiedziec prawde.
- Nikt inny sie o tym dowiedziec nie moze- Harry podniosl sie z kanapy i podszedl do Louisa.
- Czyli... wy... sie... co?... na seri... zartujecie... ja snie... nieee - powiedzial caly rozczensiony Louis.
- Jestesmy para- powiedzial Harry i zlapal mnie zarek i przyciagnal do siebie. Mina Louisa byla nie powtarzalna mowila wszystko. "Wy razem, kluciliscie sie, ty nie chcialas mu dac szans a pozniej sie z nim kochalas"   Usmiechnelam sie delikatnie do Louisa i spojrzalam mu w oczy.
- To trzeba zatuszowac! A i gratulacje!- wybiegl z pomieszczenia. Popatrzylam sie na Harry'ego i wybieglam zaraz za Louisem.
- Louis- krzyknelam i dodalam fartu zeby zalapac sie do tej samej windy. Wbieglam w ostatniej chwili ale to nie byl Louis to byl...